Projektant grafiki opakowań – na tym skupiam się od lat, projektując systemy serii FMCG, rozwój SKU i pliki gotowe do druku.
Nazywam się Łukasz Górniak i jestem projektantem grafiki opakowań, specjalizującym się w opakowaniach FMCG oraz spójnych systemach serii. Łączę strategię linii z prepressem i plikami gotowymi do druku, żeby wdrożenia były szybkie i przewidywalne.
Wszystko zaczęło się w czasach PRL-u, gdy do naszego domu trafiały rzadkie, zachodnie opakowania przywiezione przez rodziców. Pamiętam Coca-Colę, Milkę, Toblerone, Nescafé czy paczki Marlboro — rzeczy, które wyglądały jak przedmioty z innego świata. W szarej codzienności tamtych lat miały w sobie coś niemal magicznego. Dla kilkuletniego dziecka nie były zwykłymi produktami. Były obietnicą jakości, wolności i estetyki. Czymś, co od razu wyróżniało się formą, kolorem i pewnością siebie.
Najbardziej fascynowały mnie logotypy. Proste, konsekwentne, zaprojektowane tak, by zapadać w pamięć. Patrzyłem na nie godzinami, próbując zrozumieć, dlaczego wyglądają „lepiej” niż wszystko, co znałem na co dzień. Dlaczego są spokojne, a jednocześnie wyraziste. Dlaczego nie muszą krzyczeć, żeby być zauważone. Nie wiedziałem wtedy, czym jest branding ani projektowanie graficzne, ale intuicyjnie czułem ich siłę. Te opakowania opowiadały historie bez słów i działały na wyobraźnię skuteczniej niż reklamy. Były dowodem, że design ma znaczenie i że potrafi budować emocje, zanim jeszcze pojawi się jakakolwiek narracja.
Wśród tych pierwszych wizualnych fascynacji szczególne miejsce zajęło LEGO — a konkretnie zestaw stacji benzynowej Shell. To właśnie tam po raz pierwszy zrozumiałem, że znak graficzny może działać niemal instynktownie. Żółto-czerwone logo Shell było proste, pewne siebie i natychmiast rozpoznawalne. W tle mogły pojawiać się inne produkty i opakowania, budując klimat tamtych lat, ale to ten znak był dla mnie pierwszym prawdziwym olśnieniem. Pokazał mi, że kolor, forma i symbol potrafią działać mocniej niż sam produkt. Że marka zaczyna się w głowie, a nie na półce.
Z czasem zacząłem rysować własne znaki i opakowania. Najpierw intuicyjnie, później coraz bardziej świadomie. Próbowałem naśladować tamten świat: prostotę, konsekwencję, logikę. Nie chodziło o kopiowanie, ale o zrozumienie zasad. O odpowiedź na pytanie, dlaczego coś działa, a coś innego nie. Tak narodziła się moja droga — od dziecięcej fascynacji zachodnimi opakowaniami do świadomego projektowania marek i systemów packagingowych.
Z biegiem lat moja uwaga zaczęła przesuwać się z samych znaków graficznych na coś jeszcze bardziej fundamentalnego: kolor. Uwielbiam obserwować, jak działa sam w sobie — jak potrafi uspokajać, budować zaufanie, sugerować jakość albo wręcz przeciwnie: komunikować „budżet”, zanim jeszcze przeczytasz jedno słowo. Kolor działa szybciej niż treść. Dociera bezpośrednio do emocji i decyzji.
Równie mocno interesuje mnie to, co dzieje się, gdy kolory zaczynają ze sobą rozmawiać. Jak zmieniają znaczenie w zestawieniu. Jak jeden potrafi wydobyć drugi, a czasem całkowicie go stłumić. W projektowaniu opakowań kolor nie jest dla mnie dekoracją. To język. Narzędzie prowadzenia wzroku, budowania hierarchii informacji i tworzenia pierwszego wrażenia — tego, które dzieje się w ułamku sekundy, często jeszcze zanim klient świadomie spojrzy na produkt.
Dlatego tak dużą wagę przykładam do prób, próbek i porównań. Sprawdzam kontrasty, nasycenie, temperaturę barw, reakcję papieru i to, jak dany kolor zachowuje się w realnym świetle sklepu, a nie tylko na monitorze. Właśnie w tych drobnych decyzjach kryje się różnica między opakowaniem „poprawnym” a takim, które naprawdę działa — i zostaje w pamięci.
Dziś projektuję opakowania jak system. Myślę nie tylko o pojedynczym produkcie, ale o całej architekturze marki: rozwoju SKU, spójności serii, skalowalności i standardach, które pozwalają marce rosnąć bez chaosu. Łączę myślenie strategiczne z warsztatem DTP i prepressem — tak, aby projekty były nie tylko atrakcyjne wizualnie, ale również bezpieczne produkcyjnie, przewidywalne w druku i gotowe do szybkich wdrożeń.
Lubię porządek w plikach, konsekwencję w nazewnictwie i logikę, którą da się utrzymać przez lata. Dla marki to nie są detale. To fundament, który decyduje o tempie rozwoju i jakości komunikacji.
Poza pracą wierzę w równowagę. Moja pasja do designu pozwoliła mi spełniać nie tylko zawodowe, ale i osobiste marzenia. Uwielbiam spędzać czas z moim psem i wyjeżdżać na bushcraftowe wyprawy — samochodem albo motocyklem. Te chwile poza miastem porządkują myśli, wyciszają tempo i pozwalają spojrzeć na projekty z dystansu. W ciszy często rodzą się najlepsze pomysły — takie, których nie da się wymusić przy biurku.
Jestem wdzięczny, że pasja mnie tu zaprowadziła. Jednocześnie mam w sobie spokój, że najlepszy projekt wciąż jest przede mną. Wierzę, że naprawdę mocne realizacje rodzą się z chemii: zaufania, wspólnego języka i podobnego podejścia do jakości. Dlatego stawiam na długoterminową współpracę i kulturę procesu. Wolę robić mniej projektów, ale na poziomie, który zostaje na lata, niż gonić ilość i przypadkowe zlecenia.
Jeśli myślisz o marce poważnie, cenisz jakość, profesjonalizm i spokój w procesie — zapraszam do kontaktu. Być może to właśnie wspólnie zrobimy projekt, który okaże się tym najlepszym.